Od kiedy się dowiedziałam się o istnieniu „Blue Monday”, czyli najbardziej depresyjnego dnia w roku, odetchnęłam z ulgą, bo w końcu ktoś potwierdził moje przypuszczenie, że styczeń ma w sobie coś posępnego. Niby coś się zaczyna, ale jest ciemno, zimno i mokro, więc jak to może się dobrze skończyć? Owszem, za parę miesięcy będzie lato, zazwyczaj cudowna pora do obserwacji gatunku ludzkiego – rozanielonego, rozebranego, prezentującego nowe tatuaże, muskuły, czy przewiewne wersje dresów. Tyle, że ostatnie lato było stanowczo za duszne oraz za suche, z racji czego moje zmysły nieoczekiwanie wyostrzyły się na dostrzeganie w nadmiarze wszelakich odcieni różu, co znowu sprawiło, że czułam się otoczona tonami słodyczy: w wersji brodatej, długonogiej, włochatej. Nawet koty i psy wydawały mi się w pewnym momencie wielkimi lukrecjowymi żelkami miauczącymi czy szczekającymi.

Zbrojąca się zawczasu przed świętem spuszczonych na kwintę nosów, już dzisiaj zabrałam się za poszukiwanie czegoś pozytywnego, co zmieniłoby moje nastawienie do stycznia. Najpierw moją uwagę przykul dzień bez opakowań foliowych (23.01), a następnie ku wielkiej radości odkryłam, że w tym roku „Blue Monday” poprzedza dzień wiedzy o pingwinach i przypomniałam sobie, że nie widziałam chyba nigdy w życiu zdjęcia tych ptaków w deszczu, plusze, czy innych mrocznych klimatach. Pingwiny kojarzą mi się ze słońcem, błękitnym niebem, a na dodatek ptaki te, podobnie jak ja, mają fobię przed lataniem. Przynajmniej sprawiają takie wrażenie. Spróbowałam sobie jednak wyobrazić depresyjnego pingwina. Mój smutny kandydat rozejrzał się i natychmiastowo poleciał na brzuch, poślizgując się na woreczku foliowym, który przypełzł na brzeg z zaśmieconego oceanu. Dodatkowo przez ów wredny worek uciekł mu jeszcze wypuszczony z dzioba obiad i ten znalazł sobie innego konesera. Mogę potwierdzić, że ptak ten nie był wypasionym czy otyłym indywiduum, któremu krótki post dobrze by zrobił. I tak to mój pingwin musiał znowu udać się na polowanie, a wstrętne plastikowe opakowanie przez następne 400 lat będzie czekało sobie cierpliwie na nowe ofiary, chyba że ktoś wyciągnie po nie rękę.