Łatwo mówić – nie oceniaj książki po okładce. A my dalej swoje i, pomijając klasyki oraz znane nazwiska, świecimy oczami do oprawy, bo tacy z nas głównie wzrokowcy. 🙂
Dzięki wszystkim tym graficznym narzędziom, jakie dał nam świat dziś okładka winna być zaproszeniem do opowieści, która kryje się w środku. Zapowiedzą, zachętą, błyskiem informacji. A po to istnieje Poczytne.pl, ażeby i w tym temacie robić dobrą robotę, bo pisać wielce nie trzeba, jak to w światku wydawniczym i “wydawniczym” zazwyczaj bywa.

Książki Poli Styx to powieści, które powstają z ręki bardzo wymagającej względem siebie Autorki.
Nie są to książki proste, a świdrujące umysły pozornie porządnych obywateli. Opowieści wywlekające z ich wnętrza nieczyste motywacje, które owijają oni badziewnym, ale szczelnym i finalnie mocno zapieczonym bandażem drobnych usprawiedliwień i okoliczności łagodzących.

Jestem za tym, żeby okładka kolejnej, właśnie powstającej powieści Poli Styx, była dosłownie, dosadnie i wręcz namacalnie zalana ulepkiem tych brudów, które kotłują się pod kopułami normalnych przecież, jak my wszyscy, bohaterów.

Tymczasem popatrzcie na dzieło Mariusza Banachowicza, które powstało z myślą o “Jesieni pod muchomorami”.
Jeszcze kilka szlifów korektorskich i “Muchomory” lecą do druku!