W zeszłym roku postanowiłam kontynuować postanowienie nie zaznania w swoim życiu smaku flaczków, co skończyło się sukcesem. Także ciągle nie wiem, jak one smakują. Nadal nie palę – przestałam lata temu z nieznanych mi powodów na Wszystkich Świętych. Podejrzewam, że było to skutkiem ubocznym niepokoju, jaki wywołują u mnie od dzieciństwa sztuczne kwiaty, które rozpanoszyły się na cmentarzach.

Całe zeszłoroczne lato i jesień przesiedziałam nad wymyślaniem kontynuacji „Mięsa”, ale nie stałam się z tego powodu wegetarianką. Mimo to ciągle uwielbiam wegańskie ciasta, nawet jak są z cukinii albo z ciecierzycy. Nie zmienia to postanowienia, że w nowym roku na pewno nie sięgnę po żadne ciasto z polewą cytrynową – przypomina mi ona sztuczne kwiaty w fazie embrionalnej. Kraje mi się serce, gdy widzę piękne, smakowite babki, w które niestety wgryzła się już ta okropna masa. Dlaczego w żadnym kraju nikt nie broni ciast przed torturami jakimi niewątpliwie jest oblewanie ich płynnym cukrem z cytryną?

Z bardziej doniosłych postanowień zaczęłam rozważać, czy może nie stać się mniej mizantropiczna. Ale poczekam z tą decyzją do czasu, aż ucichną sylwestrowe fajerwerki, a wszyscy nabombani sąsiedzi zatrzasną już za sobą drzwi. Może stanę się bardziej tolerancyjna dla kobiet na potężnych obcasach, pokonujących nocą schody? Czasami mam wrażenie, że niektóre z nich do dzisiaj nie pojęły, że stąpanie z impetem skocznej słonicy nie sprawi, że szybciej znajdą się w mieszkaniu.

Czego na pewno wszystkim życzę to zdrowia, wielu przeczytanych książek i by każdy z nas codziennie utwierdzał się w świadomości, że ma najwspanialszych bliskich i przyjaciół na świecie.