Podróżowanie pociągami zawsze należało do moich ulubionych form poruszania się po świecie, mimo że zaliczam się do mizantropów, nieprzepadających za tłokiem i wyjątkowo wyczulonych na dudniącą z obcych smartfonów muzykę, czy nie dające się uspokoić dzieci. Doświadczenie nauczyło mnie w drugim przypadku okazywać wyrozumiałość. Przestałam konfrontować obce pociechy z mym srogim wzrokiem, gdyż prawie zawsze milkły one tylko na chwilę, a następnie zaczynały wyć jakby zobaczyły Babę Jagę, a na dodatek przestawały być podatne na próby uspakajania podejmowane przez zaniepokojonych rodziców.
W wyjątkowo kryzysowych momentach szukam sobie nowego miejsca, w innym odległym wagonie. Ostatnio, wędrując po pociągu w poszukiwaniu wolnego siedzenia, uświadomiłam sobie, że gdzie nie padał mój wzrok z nadzieją, że w końcu coś wypatrzyłam, napotykałam wygodnie rozłożony plecak marki Herschel, a obok niego zazwyczaj młodą kobietę z zamkniętymi oczami słuchającą muzyki lub intensywnie wpatrzoną w ekran smartfona. Zaintrygowało mnie to, bo torby nie wydawały się tak wielkie, żeby nie było możliwym wziąć ich na kolana, jednak ich właścicielki z jakichś powodów wolały tego nie robić. Podejrzewałam już, że być może zbyt intymny kontakt z człowiekiem może powodować u Herscheli nagłą potrzebę wypróżnia się i bez ostrzeżenia wyplują one swoją zawartość na podróżujących? A może trzymane zbyt blisko ludzkich wnętrzności gryzą?

Postanowiłam to sprawdzić i mijając kolejnego Herschela zdecydowałam się wykurzyć go i z perfidnym uśmiechem zwróciłam się do jego właścicielki z prośbą o zabranie beznogiego podróżnego, tak by mógł ustąpić mi miejsca. Wyglądająca na studentkę panna wydawała się początkowo nie rozumieć pytania, następnie ciężko wzdychając z trudem przesunęła plecak przed siebie. Wyglądali symbiotycznie, a Herschel mimo moich obaw zachowywał się grzecznie, ja zaś zadowolona rozsiadłam się i wyciągnęłam książkę. Po paru minutach kobieta zaczęła się wiercić, szturchając mnie raz po raz łokciem. Kątem oka zabrałam się za szukanie powodów jej niezadowolenia. Szybko udało mi się znaleźć jego przyczynę. Herschel nie wyglądał na zmartwionego nową pozycją, czego nie można było powiedzieć o położonym na plecaku smartfonie, który znalazł się za blisko twarzy, i sprawił tym samym, że ramiona jego właścicielki stały się za długie, a ich przymusowo zgięta pozycja wyraźnie przeszkadzała w pisaniu kolejnych, ważnych wiadomości do znajomych.

Spojrzałam na Herschela łagodniejszym wzrokiem, zdając sobie sprawę, że on i jego zajmujący miejsca siedzące bracia są niewinni. Odłożyłam książkę i zaczęłam szukać kogoś niezajętego stukaniem w ekran komórki lub rozmową telefoniczna. Nie było to wcale takie łatwe.